Szczęśliwym rodzicem być…

To nie będzie kolejny post, w którym ktoś będzie Cię przekonywał, że posiadając dzieci MUSISZ buchać szczęściem. Być radosnym, i że to jedyna droga do osiągnięcia spełnienia w życiu. Rodzicem być to całkiem fajne doświadczenie (jak na razie nie narzekamy 🙂 ), ale nie tylko rodzicem człowiek  żyje. Nasz świat sprzed dzieci nie zniknął w momencie, gdy te się pojawiły.
Och i całe szczęście! Bo najważniejsze to być szczęśliwym! A jak to osiągniemy, to szczęśliwy rodzicem być to już pestka!

Gdy młode znajduje się w kapuście lub gdy boćki je podrzucą, świat przewraca się do góry nogami. A co się dzieje, gdy w prezencie dostajesz troje? To samo! Tylko trzy razy bardziej, trzy razy więcej, po prostu trzy razy wszystko :).  Ilość kup i pieluch, brak snu, i życie na 300% może przytłoczyć. Pozbawić radości. Możesz poczuć, że świat jest przeciwko Tobie, że czarne chmury zasłoniły słońce i nawet najmniejszy promyk nie może się prześlizgnąć. Możesz płakać z bezsilności, bo posiadając więcej niż jedno dziecko na raz, nie poświęcisz mu tyle uwagi, co każdemu z osobna.

Nasze bąble mają to szczęście (lub nie – ocenią za kilka lat), że nie jesteśmy statystycznymi rodzicami. Nie wpisujemy się w żadne ramy czy normy. Zawsze tego unikaliśmy. Całe życie z wariatami :D. Mamy swoje pasje i zainteresowania, które choć teraz bardzo ograniczone cały czas funkcjonują.

Do tego wpisu zmobilizowała mnie ostatnia rozmowa z mamą bliźniaków. Wcześniej również słyszałam pytanie „Kiedy masz na to czas?”

Mamą jestem dopiero od niespełna sześciu miesięcy. Wcześniej zostałam żoną, co ma swoje przyjemne strony, ale przede wszystkim jestem kobietą i sobą. Mam kilka nałogów. Mniejszych i większych. Kilka miłości – a dokładnie pięć. Bez czterech nie umiem przetrwać choćby godziny… no może dwóch. Pierwsza siedzi pół metra ode mnie, pracując przy komputerze. Trzy smacznie śpią z wydętymi usteczkami w pokoju obok. A piąta? Choć to zarazem mój największy nałóg, to teraz leży i czeka, aż skończę to pisać, by znów trafić w moje ręce. I choć potrafię przetrwać bez niej kilka dni, to dzięki niej wiem, że nie przytłoczą mnie nowe obowiązki.

Także tego… tak, mam czas, by usiąść, wziąć do ręki książkę i się wyłączyć, odpocząć.

Od porodu (18 września) do dnia dzisiejszego (8 marca) przeczytałam ponad 20 (słownie: dwadzieścia) książek. Tak, tak… ciśnie się Wam na usta pytanie kiedy??!! Wieczorami, kiedy dzieci po kąpieli już śpią, Szanowny Ojciec kończy pracować, a ja czekam na kolejne karmienie. Czytam rano, gdy któryś z bąbli nie śpi. Czytam, by mieć chwilę dla siebie, by być małą egoistką. By oderwać się na chwilę od pieluch, by z przyjemnością witać każdy dzień, który poświęcam dzieciom.

Dzisiaj nie będę miała w ręku książki. Jest za to ten wpis i są pierogi na obiad. 🙂 A pierogi to nawet roztańczone są i w towarzystwie T3 ulepione :).

I tak ujawnił się kolejny mój nałóg – muzyka. Słucham jej wszędzie i zawsze, i prawie każdej. Teraz można dodatkowo poszaleć z dziećmi. Pośpiewać ( z rozstrojem dla sąsiadów) potańczyć, wyskakać się. Wzrost endorfin gwarantowany i dzieciuchy zainteresowane wygłupami w 100%.

Co warto jeszcze robić dla siebie? Wszystko to co lubicie! Nowa, seksi bielizna? Bardzo proszę, szczególnie, gdy zaprezentujesz się w niej wieczorem swojemu mężczyźnie. Nowe szpilki? Czerwone 🙂 i z minimum 7 cm obcasem. Kawa z pianką i ciacho? Mmmm…. byle w cycuchy poszło!

Sprawianie sobie małych przyjemności, to podstawa każdego dnia. Nie tylko, gdy jesteś świeżym rodzicem. Dzięki tym chwilom ładujemy akumulatorki na kolejne dni. Dla kolejnych wyzwań. Szczęśliwy rodzic, to przecież szczęśliwe dzieci.

W dzień kobiet usiądźcie drogie mamy i zróbcie coś dla siebie. :*

Tagi , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *